Riordanopedia

CZYTAJ WIĘCEJ

Riordanopedia
Riordanopedia
Zwycięski blog

Ten blog zajął pierwsze miejsce w konkursie na One Shot.

Na początku października Grover Underwood przyprowadził do Obozu Herosów siódemkę nowych półbogów. Zgłosił Chejronowi, że było w nich coś dziwnego, bo nie rozpoznawali ani greki, ani łaciny. Co nie było możliwe, bo każdy grecki półbóg miał mózg ustawiony na grekę, a rzymski na łacinę. Nowoprzybyli mieli jednak dysleksję typową dla herosów.

– Jak się nazywacie? – zapytał Chejron, zwracając się do siódemki zdezorientowanych dwunastolatków.

– Jan Rodzikowski – powiedział wysoki ciemnowłosy i brązowooki chłopiec. Z tego co powiedział Groverowi, pochodził z Warszawy.

– Václav Novák – powiedział blady chłopiec średniego wzrostu o czarnych włosach i stalowoszarymi oczami, pochodzący z Pragi.

– Oleh Vasilenko – powiedział niebieskooki blondyn z ukraińskim akcentem, pochodzący z Kijowa, podobnego wzrostu do Václava.

– Oksana Sokolova – powiedziała dziewczyna średniego wzrostu z włosami w kolorze pszenicznego blondu i niebieskimi oczami. Miała litewski akcent i pochodziła z Wilna.

– Kateryna Kowalenko – powiedziała niska blondynka o chłodnych niebieskich oczach, pochodząca z Kijowa. Była jeszcze bledsza niż Václav.

– Vesna Pavlin – powiedziała wysoka dziewczyna o brązowych włosach i zielonych oczach. Miała słoweński akcent i pochodziła z Lublany.

– Tomislav Babić – powiedział dość wysoki chłopiec o włosach w kolorze słomianego blondu i zielonych włosach. Miał chorwacki akcent i pochodził z Zagrzebia.

– Pochodzicie z krajów słowiańskich, z ich stolic. Mamy tu oczywiście herosów różnych narodowości, ale siódemka słowiańskich herosów trafiła nam się pierwszy raz – dodał.

– Czy potwory bardzo was nękały, gdy tu zmierzaliście? – zapytał Chejron.

– Spotkaliśmy erynie i paru cyklopów. Każdy z nich powiedział, że nie jesteśmy Grekami ani Rzymianami – powiedział Václav.

– Nie wiem czy to ważne, ale zanim spotkaliśmy Grovera, zaatakowała nas jakaś upiorna kobieta. Chyba miała dwa szeregi zębów. Miała nieproporcjonalnie dużą głowę względem ciała, czerwone ślepia i szpony zbliżone do ptasich.. Była straszne szybka i zwinna. Gdyby Jan nie strzelił w nią piorunem, byłoby po nas – powiedział Oleh.

– Nawet nie wiedziałem, że tak potrafię – powiedział Jan.

Dionizos nagle wyprostował się zaskoczony.

–Ten opis pasuje do strzygi – powiedział bóg.

– Ee... kto to jest strzyga? – zapytał Grover.

– Demon ze słowiańskiego folkloru. Ponoć zostawali nimi ludzie, którzy urodzili się z dwiema duszami lub dwoma sercami, czego oznaką mogły być zrośnięte brwi czy podwójny szereg zębów, z czego ten drugi był słabo zauważalny. O bycie strzygą posądzano również lunatyków i osoby bez włosów pod pachami, a także noworodka, który urodził się z wykształconymi zębami albo strzygi starcy mówiący do siebie. To wszystko oczywiście bzdura, żaden śmiertelnik nie może zmienić się w demona. Rzymianie znają podobne do nich striges... Poczekajcie chwilę.

Dionizos zniknął, pozostawiając wszystkich w osłupieniu. Wokół przybyszy zebrała się grupka ciekawskich obozowiczów. Pan D. wrócił z jakąś bardzo starą pergaminową książkę. Jej stronnice były cienkie i pożółkłe.

– To jedyna księga w prasłowiańskim jaka ocalałą do czasów dzisiejszych. Słowianie bardzo mało pisali - powiedział Dionizos. – Umiecie to przeczytać? – zapytał, pokazując siódemce herosów jedno zdanie na otwartej stronie.

Brzmiało ono Perunъ – slověnьskъ bogъ gromovědьcь, jedinъ izь glavъnychъ bogъ vъ slověnьskěmъ pantheoně. Obozowicze nie potrafili kompletnie tego odczytać, ale nowoprzybyli bez problemu to odczytali.

– Perun – słowiański bóg gromowładny, jeden z czołowych bogów w słowiańskim panteonie - odczytał Jan Rodzikowski. Jakby na zawołanie nad jego głową pojawił się piorun i topór.

– Perun – powiedział Dionizos. – Więc to prawda, jesteście słowiańskimi herosami.

Przez moment wszyscy zamilkli. W końcu odezwał się Chejron:

– Bądź pozdrowiony, Janie Rodzikowski, synu Peruna, boga grzmotów i piorunów.

Nikt się nie skłonił jak to było w zwyczaju, kiedy heros zostawał uznany, bo Jan nie był greckim herosem ani rzymskim, tylko słowiańskim, a bogowie słowiańscy nie byli w żaden sposób powiązani z greckim czy rzymskimi. Wszyscy spojrzeli na pozostałą piątkę przybyszy, oczekaujac że nad ich głowami też pojawią się symbole ich boskich rodziców, ale nic takiego się nie wydarzyło.

– Wydaje mi się, że Jan został uznany, bo dzięki temu, że wymówił imię swojego ojca, zyskał od dość sił, żeby go uznać - powiedział Dionizos. – Nie zostało wielu wyznawców słowiańskich bogów, a w szkołach się nie uczy o słowiańskiej mitologii, jak o greckiej i rzymskiej. Sądzę że słowiańscy bogowie bardzo rzadko mają dość sił, żeby pojawić się na ziemi, zapewne na krótko. I wtedy zapewne spłodzili herosów.

– Ale przecież nie mogą odczytywać imienia każdego słowiańskiego boga po kolei, aż któryś ich nie uzna. To za długo by zajęło – zauważył Percy Jackson.

– Mam pomysł. Jest październik, więc może zorganizujemy Dziady w nocy z 31 października na 1 listopada? – zaproponowała Oksana.

– Dobry pomysł. To słowiańskie święto, więc może dzięki temu nasi boscy rodzice nabiorą dość sił, żeby nas uznać - powiedziała Kateryna.

– I przysłać tu kogoś, kto nas zabierze tam, gdzie powinniśmy trafić. Zakładam że istnieje jakiś obóz dla słowiańskich półbogów, skoro istniejemy – powiedziała Vesna.

– Dobrze, więc mamy miesiąc na przygotowania. Na razie jednak trzeba was gdzieś ulokować - powiedział Dionizos.

– Domek Hermesa nie jest tak zatłoczony jak kiedyś, kiedy pomniejsi bogowie nie mieli tu swoich domków, więc znajdzie się dla nich miejsce – powiedział Connor Hood.

– Jan może zamieszkać ze mną, skoro jest synem słowiańskiego boga piorunów - zaproponował Jason Grace.

– Dobra – zgodził się Jan. Nie chciał nadużywać gościnności domku Hermesa.

Jan poszedł z Jasonem do domku 1, podczas gdy reszta słowiańskich herosów poszła z Connorem do domku 11. Jan wciąż był w szoku, że jest synem Peruna. Jan zdziwił się, widząc posąg Zeusa w w Jedynce.

– Ty naprawdę śpisz w domku z wielkim posągiem swojego ojca? - zapytał Jasona.

– Tak, nie jest to najbardziej komfortowe, ale przywykłem. I właściwie to nie zupełnie posąg mojego ojca. To posąg Zeusa, a moim ojcem jest jego rzymska wersja, Jupiter. Trafiłem tutaj z Obozu Jupiter przez Herę. To długa historia. Zostałem tutaj, bo już nie jestem do końca Rzymianinem – powiedział Jason.

Następnego dnia rano wszyscy zebrali się w pawilonie jadalnym. Jason pozwolił Janowi i jego przyjaciołom usiąść z nim przy stoliku Zeusa, gdyż nie było miejsca przy stoliku Hermesa. Słowiańscy herosi zobaczyli jak ci greccy wrzucali część jedzenia do ogniska, zanosząc modlitwy do swoich boskich rodziców. Jan zastanowił się chwilę, po czym wstał ze swoim talerzem i podszedł do ogniska.

– Nie wiem czy to do ciebie dotrze, czy mnie słyszysz, Perunie... ojcze, ale jeśli tak, to może mógłbyś pomóc i moim przyjaciołom odnaleźć swoje miejsce? – zapytał w eter i wrzucił kiełbaskę w ognisko. W końcu Vesna musi mieć rację, że istnieje jakiś obóz dla słowiańskich herosów, skoro istnieją. Tym bardziej skoro istnieje Obóz Herosów dla greckich i Obóz Jupiter dla rzymskich.

Václav, Oleh, Oksana, Kateryna, Vesna i Tomislav też po kolei podeszli do ogniska, prosili swoich boskich rodziców o danie jakiegoś znaku kim są i wrzucili do ognia część swoich porcji. Później słowiańscy herosi zostali zaangażowani w zajęcia obozowe. Potem opowiedzieli greckim herosom jak wygląda obrzęd dziadów.

– Są jeszcze dziady wiosenne, 1-2 maja, ale jesienne są bardziej znane. Prawdopodobnie dlatego, że pokrywają się z Halloween i Wszystkich Świętych – powiedział Jan.

Pozostali słowiańscy herosi codziennie czekali na to, żeby ich boscy rodzice ich uznali, ale nic takiego się nie wydarzyło. Ani w czasie bitwy o sztandar, ani w czasie wyścigów rydwanów, ani w czasie ćwiczeń. 20 października rozpoczęli przygotowania do Dziadów. Vesna razem z mieszkańcami domku Hefajstosa zrobiła z drewna i skóry kraboszki, obrzędowe maski symbolizujące duchy zmarłych. Ustawiono je wokół Wielkiego Domu i domków. Dzień przed, 30 października, wszyscy byli zajęci przygotowaniem uczty, która obejmowała miód, kaszę, jaja, chleb, owoce oraz napoje. Dionizos był chętny na to, żeby zapewnić też wódkę (a jeszcze lepiej wino), ale Chejron przypomniał mu, że w tej uczcie będą uczestniczyć głównie dzieci, więc alkohol był wykluczony. Skończyło się na tym, że pan D. załatwił na ucztę wielki zapas dietetycznej coli. Przygotowano też sauny i kąpiele dla dusz zmarłych, żeby zgodnie z tradycją umożliwić duszom zmarłych kąpiel. Jan jako najstarszy i jedyny już uznany ze słowiańskich herosów otrzymał rolę guślarza, a Václav i Kateryna dostali rolę żebraków-mediatorów. Nie mieli skąd wziąć chłopów do tej roli. W końcu nadszedł pierwszy dzień Dziadów. Najpierw guślarz, czyli Jan, musiał przywołać duchy do świata żywych zgodnie z tradycją tego święta. Przygotowali ołtarz, na którym ustawiono świece, chleb, kaszę, ziarno i jabłko, jako dary dla duchów.

– Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? - zapytali wszyscy chórem.

– Zstąpcie, duchy, zstąpcie z niebiosów, przyjmijcie ofiary, póki czas! – powiedział Jan, otoczony innymi.

– Zstąpcie, duchy, zstąpcie z niebiosów, przyjmijcie ofiary, póki czas! – powtórzył zgodnie ze zwyczajem.

– Zstąpcie, duchy, zstąpcie z niebiosów, przyjmijcie ofiary, póki czas! – powtórzył trzeci raz, jak nakazywała tradycja Dziadów.

Przez chwilę wydawało się, że nic się nie wydarzyło, a potem Nico di Angelo, Václav i Kateryna powiedzieli jednocześnie:

– Duchy przybyły.

Syn Hadesa spojrzał zdumiony na dwójkę słowiańskich herosów.

– Też ich widzicie? – zapytał.

– Tak, a co? – zapytał Václav i po wyrazach twarzy pozostałych herosów zorientował się, że tylko ich trójka, nie licząc Dionizosa, który był bogiem, widziała duchy.

Nagle nad jego głową pojawił się symbol w kształcie węża. A nad głową Kateryny pojawił się złoty klucz.

- Weles i Marzanna - powiedział Dionizos, choć jedynie zerknął na symbole nad głowami dwójki słowiańskich herosów, ponieważ jego wzrok kierował się gdzie indziej, w miejsce gdzie większość nikogo nie widziała.

- To tłumaczy dlaczego widzicie duchy - stwierdził Chejron. Bądź pozdrowiony, Václavie Nováku, synu Welesa, boga podziemi i magii. Bądź pozdrowiona, Kateryno Kowalenko, córko Marzanny, bogini śmierci i zimy - powiedział centaur, zgodnie z tradycją Obozu Herosów.

– Marzanna? Ta której kukła jest palona lub topiona, żeby pożegnać zimę? Rany, topiłam kukłę własnej matki w przedszkolu i we wczesnej podstawówce – powiedziała Kateryna.

– Spokojnie, prawdziwej Marzannie nic to nie robi ani nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, bo topienie lub palenie kukły Marzanny było częścią Jarego Święta, znane też jako Jare Gody. Wbrew pozorom to część jej kultu – powiedział Dionizos, nadal się wpatrując w kogoś niewidzialnego dla większości.

– Dobra, to jakie duchy przybyły? – zapytał Perun.

– Jakiś pulchny blondyn z fioletowymi oczami. Przypomina Pana D. I para, brązowowłosa dziewczyna z niebieskimi oczami i chłopak, Afroamerykanin o czarnych włosach i ciemnych oczach. Ma groźne spojrzenie – powiedział Václav.

– Kastor, Silena Beauregard i Charles Beckendorf – powiedział Nico.

– Kastor? Mój brat bliźniak? – zapytał Polluks.

– I mój syn - powiedział Dionizos, patrząc na ducha swojego syna.

– Jak możemy wam pomóc? – zapytała duchy Kateryna. Pomoc duszom zmarłych to była tradycja Dziadów.

– Nie trzeba, mamy w Elizjum wszystko, czego nam trzeba – powiedział Kastor.

– Przybyliśmy właściwie tylko po to, by przekazać, żeby żadne z was nie obwiniało się o naszą śmierć. Przekażcie Percy'emu, że wiedziałem co robię i oddałbym życie w walce z Kronosem jeszcze raz – powiedział Chris. Václav przekazał jego słowa synowi Posejdona, który jedynie skinął głową, mając zbyt ściśnięte gardło, żeby mówić.

- I przekaż Clarisse, żeby się nie winiła, że nie chciała lecieć na Manhattan. I tak bym poleciała walczyć. W jej zbroi lub nie - powiedziała Silena. Kateryna przekazała to córce Aresa, która także tylko skinęła głową ze ściśniętym gardłem.

Kastor z kolei sam podszedł do swojego ojca, który go oczywiście widział. Dionizos uścisnął ducha swojego syna. Słowa były tu zbędne. Duch Kastora uściskał także Polluksa, co ten wcale nie poczuł jako chłód, czego można by było się spodziewać po uścisku ducha, ale jego przyjemne ciepło. Potem Václav i Kateryna zaprosili duchy trójki herosów na ucztę, na co te się zgodziły. Obozowicze zasiedli do uczty i zaczęli jeść. Zgodnie ze zwyczajem rozrzucali resztki jedzenia dookoła siebie, a po uczcie nie posprzątano stołu, żeby dusze mogły się posilić. Choć Kastor, Chris i Silena wcale tego nie robili, bo duchy w rzeczywistości nie jadły. Jednak co jakiś czas przechodzili przez rozrzucone resztki jedzenia, żeby nie martwili się, że rozrzucili jedzenie na darmo. Kastor nawet stwierdził, że poczuł smak po przejściu tak kilka razy, ale nie wiadomo, czy nie żartował. Po uczcie podziękowali zmarłym za odwiedziny, poprosili ich o opiekę i pomyślność.

– Idźcie z bogami, duszyczki, dziękujemy za odwiedziny. Wracajcie do swojego świata, a strzeżcie naszych domów – powiedział Jan. Nico, Václav i Kateryna potwierdzili, że duchy zniknęły. W nocy unikali hałasów, żeby zgodnie z tradycją ,,nie skrzywdzić" duszy wędrującej do zaświatów. Na drugi dzień Dziadów słowiańscy herosi razem z Groverem musieli na godzinę opuścić Obóz Herosów, żeby dać tradycyjną jałmużnę dla ubogich. Rozdali biednym jedzenie, m.in. miód, kaszę i kołacze. Po powrocie do Obozu Herosów, kiedy Nico potwierdził, że dusze na pewno odeszły, zgasili ogniska, które rozpalili, żeby duchy mogły się ogrzać.

Kładąc się spać wieczorem 1 listopada słowiańscy herosi byli zmartwieni. Nadal czwórka z nich nie została uznana i nadal nie wiedzieli dokąd powinni się udać. Rano wydawało się, że nic się nie zmieniło, dopóki rano, gdy wszyscy zmierzali do pawilonu jadalnego, Jan zwrócił uwagę, że nad głową Oleha pojawił się płomień.

– Swarożyc, bóg ognia – powiedział Dionizos.

– Bądź pozdrowiony, Olehu Vasilenku, synu Swarożyca, boga ognia – powiedział Chejron.

– Rany, bogowie ognia chyba lubią uznawać swoje dzieci ogniem, co? – zapytał Leo Valdez. - Hefajstos robi to płonącym młotem. Wpadłem w panikę, kiedy mnie uznał. Nie wiedziałem wtedy co to uznanie – powiedział.

– Też nie marzyłem o zostaniu uznanym przez ogień nad głową – powiedział Oleh.

Kiedy płomień nad głową Oleha zgasł, nad głową Oksany pojawił się snop zboża.

– Mokosz, bogini ziemi, wód i płodności. Słowiańska Matka Ziemia – powiedział Dionizos.

- Bądź pozdrowiona, Oksano Sokolovo, córko Mokosz, bogini ziemi i wód - powiedział Chejron.

– Sądząc po waszych minach, grecka ,,Matka Ziemia" to nie jest przyjemna istota – powiedziała Oksana.

– Gaja wypuściła swoje dzieci gigantów, żeby zniszczyli bogów. Musiałem poświęcić życie, żeby ją pokonać. Jest teraz w kawałkach, tak jak Uranos – powiedział Leo.

– Chwileczkę, znamy mit o tym, co spotkało Uranosa, ale jak poświęciłeś życie, skoro ty żyjesz? – zapytał Jan.

– Wróciłem do życia. Długa historia – powiedział Leo.

Słowiańscy bogowie najwyraźniej nabrali sił dzięki Dziadom w Obozie Herosów, bo zaraz po tym, gdy snop zniknął znad głowy Oksany, nad głowami Vesny i Tomislava pojawiły się młot i złota tarcza.

– Przeczuwam że ten młot to symbol słowiańskiego odpowiednika mojego taty. Przynajmniej nie płonie.

– Swaróg to bóg ognia i kowalstwa, więc tak, to jest słowiański odpowiednik Hefajstosa. A złota tarcza to Dadźbóg, bóg słońca – powiedział Dionizos.

– Bądź pozdrowiona, Vesno Pavlin, córko Swaroga, boga kowalstwa. Bądź pozdrowiony, Tomislavie Babić, synu Dadźboga, boga słońca – powiedział tradycyjnie Chejron. Nie powiedział ,,ognia i kowalstwa", bo już w pozdrowieniu Oleha określił jego ojca, Swarożyca, bogiem ognia. Swarożyc był zresztą synem Swaroga, podobnie jak Dadźbóg. Perun i Mokosz byli małżeństwem, Weles był bratem Peruna, a Marzanna jego córką.

Wszyscy słowiańscy herosi byli już uznani, ale nadal nie wiedzieli dokąd powinni się udać. Wciąż nie wiedzieli gdzie znajduje się jakiś obóz dla słowiańskich herosów. Zaczynali już tracić nadzieję i godzić się z losem, że będą musieli pozostać w Obozie Herosów, wśród obcych półbogów, kiedy nagle na jeziorze w pobliżu domków, ku oburzeniu najad, wylądowała złota łódź.

– Apollo ma teraz łódź? – zapytał Percy.

– Nie jestem Apollo – powiedziała kobieta, która wyszła z łodzi na brzeg. Miała jasne włosy, niebieskie oczy i roztaczała lekką poświatę. Miała na sobie białą sukienkę z czerwonymi haftami, przewiązaną czerwonym paskiem w pasie. Na głowie miała czerwoną przepaską z białymi wzorkami. Po obu stronach zwisał z niej pasek zakończony złotym słońcem z promieniami, jakby to były kolczyki. Na szyi wisiał jej również złoty naszyjnik w kształcie jakiegoś kwiatka, który również przywodził na myśl słońce. – Jestem Zorza, bogini świtu. Przybyłam po słowiańskich herosów.

– Więc Dziady, które odprawiliśmy jednak zadziałały? – zapytał Jan. – Nie wyglądasz na osłabioną.

– Tak, ale musicie wiedzieć, że ja nie jestem taką boginią jak wasi boscy rodzice, choć Swarożyc i Dadźbóg to moi bracia, tylko jestem personifikacją świtu. Personifikacje nie mogą tak łatwo wygasać jak bogowie - powiedziała Zarza. – A teraz wsiadajcie do łodzi. Zabieram was do domu.

Słowiańscy herosi pożegnali się z mieszkańcami Obozu Herosów, podziękowali im za gościnę i pomoc, i wsiedli na łódź Zorzy. – A tak właściwie co masz na myśli mówiąc o domu? – zapytał Tomislav.

– Do Obozu Słowian. Czeka nas podróż do Zbrucza. Lepiej się trzymajcie – powiedziała bogini i odepchnęła się srebrnym wiosłem.

Łódź uniosła się w powietrze i wkrótce Obóz Herosów zniknął im z oczu. Przelecieli nad oceanem do Europy, aż wylądowali na morzu bałtyckim, przy wyspie Wolin. Herosi wysiedli za Zorzą i ta poprowadziła ich do wielkiej, ponad dwumetrowego posągu o czterech głowach skierowanych na wszystkie cztery strony świata.

– Czy to Światowid? Myślałam że po wyłowieniu ze Zbrucza w pobliżu Liczkowców, trafił do Muzeum Archeologicznego w Krakowie – powiedział Oleh.

– Owszem, ale to nie jedyny taki posąg. Większość z tych posągów została zniszczona. Idol ze Zbrucza i ten są jedynymi z nielicznych ocalałych - powiedziała Zorza. – I uprzedzę, bo możecie nie wiedzieć - nie ma nic wspólnego ze Świętowitem. Cztery strony przedstawiają Ładę, Peruna, Mokosz i Dadźboga. Przekroczcie granicę posągu, a znajdziecie się w Obozie Słowian.

Zorza wróciła na swą łódź i odpłynęła w niebo, a słowiańscy herosi zrobili jak im im nakazała. Kiedy tylko przekroczyli granicę posągu, ujrzeli miejsce, które przypominało słowiańską osadę i jednocześnie było podobne do Obozu Herosów. Były tu domki stylizowane na domy dawnych Słowian, zrobione z drewna. Z tą różnicą, że na drzwiach każdego znajdował się jakiś symbol. Na drzwiach dwóch największych zauważyli symbole Peruna i Mokosz - piorun i topór na pierwszym i snom zboża na drugim, trochę mniejszym. Zobaczyli dzieci w różnym wieku, w żółtych koszulkach z napisem Camp Slavic i wizerunkiem wilka. Wilk w mitologii słowiańskiej był przewodnikiem, wojownikiem i strażnikiem granic. Niektórzy herosi faktycznie ćwiczyli teraz pojedynek na miecze, ale inni przędli na kołowrotku czy zajmowali się innymi rzemiosłami. Słowianie jednak nie byli stricte wojownikami jak Grecy czy Rzymianie. Gdzieniegdzie biegały małe człowieczki z brodami.

– Czy to są krasnale? - zapytał Jan.

– Chowańce. Nie radzę nazywać ich krasnalami, nie chcecie ich urazić - powiedział niski starszy mężczyzna z siwymi włosami i bujną brodą. - Jestem Bratumił, domowik, opiekun Obozu Słowian. Witajcie w domu.