FANDOM


Ostrzeżenia: fake relationship au, czas przez "Zagubionym Herosem"



           Szkoła Dziczy. Nikt tam by nie chciał trafić, była to przecież placówka dla "zbuntowanej młodzieży", która nawet nie do końca wiedziała, czemu tam trafiła. Jason był jednym z tych, którzy nie wiedzieli, skąd się wzięli w tej złej szkole wśród osób, z którymi na pewno by nie chciał zawrzeć znajomości. 

          Spojrzał na otaczające go cztery ściany. Grace siedział przy oknie, patrząc na dzieciaki, idące w jednym i drugim kierunku po tym paskudnym korytarzu budynku. Miał założone na piersi ręce i poważną minę i, mimo swojej urody, nie wyglądał teraz na osobę, do której chętnie byś podszedł. Nie było się co dziwić – chłopak wiedział, że z nim samym jest coś nie tak i w każdej chwili może go zaatakować nauczyciel, uczeń czy nawet woźny, zmieniając się w groźnego potwora.

Wtem zauważył, jak przez korytarz idą te puste, wytapetowane dziewczyny, zgrabnie poruszając biodrami i puszczając oczka w jego kierunku. Wywrócił oczami, po czym starał się przejść w inne miejsce niezauważony. Nie udało się. Znowu nastolatki go oblepiły, leciały na niego niczym pszczoły na miód, szepcząc mu do ucha słodkie słówka. Odgonił je czym prędzej, twierdząc, że musi do łazienki i poszedł zirytowany w kierunku tych brudnych, zapaskudzonych, śmierdzących papierosami toalet, myśląc, że nie przeżyje tu kolejnego dnia. Zdawało się, że musi sobie znaleźć dziewczynę, ale nie taką lalunię, o którą inne byłyby zazdrosne, tylko silną i odpowiedzialną pannę z klasą.

Wtem jego myśl powędrowała do Piper – nieco młodszej od niego znajomej z równoległej klasy. Trzeba było ją przekonać, że to dobry pomysł.

~*~

      – Czarownica! – usłyszała Piper, siedząc za karę w jednej z klas. Właśnie z pomocą swojego niezwykłego i dziwnego daru, kazała nauczycielowi matematyki zapisać od razu rozwiązanie zadania. Pół-Indianka przegryzła wargę. Czy ona używała magii? Przecież magia nie istniała, była tylko w starych baśniach i legendach, które owszem – zawierały elementy prawdziwe, ale większość i tak była zmyślona. Bębniła długopisem o blat, by jakoś zabić czas, który płynął bardzo wolno. Zdmuchnęła z czoła ciemne włosy i zmieniła pozycję na krześle, z którego jej nie wolno było wstawać. Z nudów zaczęła gwizdać, mrugając dziwnymi, wielokolorowymi oczami.

Wtem, kątem oka, zauważyła Jasona, przystojnego blondyna z jednej z klas. Udała, że go nie widzi, ale gdy Grace podszedł do jej ławki i wbił w nią wzrok, spytała:

–Coś się dzieje?

–Tak – odparł. –Mogłabyś mi pomóc? Mam już dość tych wszystkich sztucznych panienek, klejących się do mnie na każdej przerwie.

–Jak miałabym ci pomóc? –Piper spojrzała na Jasona badawczo.

–A gdyby tak... Zacząć udawać parę? Wiem, że jesteś prześladowana w tej budzie, ja też mam nieraz kłopoty i nie chodzi mi tylko o te dziewczyny – Jason, który miał posturę antycznego posągu, wzruszył ramionami.

Dziewczyna skrzywiła się.

–My się w ogóle nie znamy.

–To nie jest problem. Możemy się teraz poznać.

~*~

            Jak można było się domyślić, tydzień po rozmowie Grace'a z McLean, zaczęli "chodzić" ze sobą. Coraz częściej byli widywani w swoim towarzystwie, rozmawiając i śmiejąc się. I choć nie rozwiązało to problemów Piper, jak i jej "partnera", stały się one mniejsze. Nietrudno było sobie wyobrazić, jak ciężkie wyzwanie stało przez nimi – pokazać, że są parą, udać, że są razem, nagle robić romantyczne gesty, tak dla nich obce przez tym czasem.

Czy można zostać parą, znając się tylko i wyłącznie z widzenia? – zadawali sobie to samo pytanie. Okazało się, że można. Im dłużej Jason i Piper brnęli w udawanym związku, tym bardziej zbliżali się do siebie. Zaczęli się coraz lepiej poznawać. Jakiś czas potem znali siebie na wylot.

           Pewnego razu Piper, czekając na Jasona, zauważyła, jak inna dziewczyna się do niego zaleca. Poczuła tajemnicze ukłucie w sercu i mimowolnie stała się zła i smutna. Nie... To było jakieś inne uczucie. To była zazdrość. Była zazdrosna. 

Kiedy Jason przyszedł do niej wyraźnie zły i zaczął jej mówić o zaistniałej sytuacji, Piper, wysłuchawszy go do końca, położyła mu palec na usta.

– Teraz ty mnie posłuchaj  –  powiedziała.  – Kiedy tamta dziewczyna kleiła się do ciebie, poczułam dziwne ukłucie w sercu... Byłam zazdrosna. O ciebie. I wtedy to zrozumiałam. Ja już nie udaję twojej dziewczyny. Ja naprawdę cię kocham, Jasonie Grace  –   zdjęła "blokadę" z warg chłopaka i lekko je musnęła swoimi ustami.  –Kocham cię. Tym razem naprawdę.

Jason stał zdziwiony, po czym odwzajemnił pocałunek na ustach dziewczyny.

– Ja też to zrozumiałem, Piper. Też cię kocham. Naprawdę, już nie na niby. 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.